piątek, 4 stycznia 2013

20. Twój egoizm nas zniszczył.


http://www.youtube.com/watch?v=USnNqt-QfWo

- Jak się czujesz? - zapytał Casper delikatnie muskając palcami moje ramię.
- Zupełnie tak samo jak wczoraj, przedwczoraj i przez ostatnie miesiące. Jestem szczęśliwa, a jednocześnie pełna obaw - wysiliłam się na łagodny uśmiech.
Chłopak podszedł do dużego okna, przez które wpadało księżycowe światło. Chowając ręce w kieszeni, obserwował pełnię.
Usiadłam na łóżku podkurczając kolana pod brodę.
- Myślisz, że wróci? - zapytałam oczekując jego reakcji.
Krążył po pokoju ze szklanką whisky w dłoni. Mocno zaciskał palce na szkle wdychając woń alkoholu.
- Wróci - odparł bez zawahania marszcząc gęste brwi.
- Skąd ta pewność?
- Kocha ciebie - spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem tak, że moje ciało obeszła fala ciepłych dreszczy. - Kiedy mocno kochasz, choćbyś nie wiem jak bardzo chciał, nie potrafisz odejść...
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła - szepnęłam, po czym przykryłam oczy zasłoną rzęs.
- Wiesz, że wkrótce będziesz musiała zdecydować się na któregoś z nas?
Pokiwałam głową starając się zignorować chłód bijący od jego głosu.
- Pójdę się położyć - powiedział, po czym zaczął rozpinać guziki koszuli. Spod białego materiału zaczęła wydostawać się wyrzeźbiona sylwetka.
- Możesz spać w mojej sypialni - szepnęłam.
- Nie mogę - mruknął. - Chociaż nie wiesz, jak bardzo bym tego chciał... - przygryzł wargę.
Podeszłam do niego. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej.
- Co teraz zrobimy? - zapytałam zatroskanym głosem.
- Zabiję Petera, a ty odzyskasz Harrego - powiedział zadzierając głowę do góry.
Jego twarz oświetlał klin światła księżycowego.
- Wiesz, że nie możesz tego zrobić, pójdziesz to więzienia.
Wzruszył ramionami.
- Nic nie rozumiesz... - szepnął zaciskając dłonie w pięści. Knykcie jego dłoni zbielały. - Sydney, świadomość, że nie mogę być z tobą, że on żyje... To mnie wykańcza. Teraz jestem w piekle, rozumiesz? I nic gorszego już nie może mi się przytrafić - wypowiedział na jednym wydechu.
- Czyli chcesz mnie zostawić? Chcesz stchórzyć?! Nie pozwolę, żeby ktokolwiek mi ciebie zabrał!
Ujął swoimi dłońmi moją twarz.
- Nigdy cię nie zostawię. Tak po prostu będzie lepiej. Dla ciebie.
- Nie chcę, żeby było lepiej. Nie będzie lepiej. Już nigdy nie będzie lepiej. Pomogę ci, możemy stąd uciec - mówiłam poddając się panice.
- Przestań, słyszysz!? - złapał moje szczupłe nadgarstki, po czym popchnął mnie na ścianę zaciskając dłonie mocniej. - Czas to zakończyć.
- Musisz stąd wyjechać. Proszę, posłuchaj mnie chociaż raz...
Puścił mnie gwałtownie.
Przeklął siarczyście, po czym kolejny raz złapał za szyjkę butelki przytykając gwint do warg.
Zrzucił z ramion koszulę i podszedł do mnie.
- Problem w tym, że ja nic nie muszę - powiedział, a jego usta wykrzywiły się w sarkastycznym uśmiechu.
Wziął kilka głębokich oddechów.
Spoważniał.
- Mogę ci tylko obiecać, że wszystko będzie dobrze. Cokolwiek zrobię, wiedz, że jesteś bezpieczna i nie pozwolę, by ktokolwiek cię skrzywdził. Rozumiesz?
- Nie mogę ciebie stracić - wyszeptałam żarliwie.
- Cii, Sydney... Nie pozwól, żeby to rozstanie było dla mnie jeszcze bardziej bolesne - pocałował moje czoło.
Przyciągnął mnie do siebie pozwalając na swobodny płacz. Desperacko patrzyłam w jego zmartwione oczy.

***

Biegłem co tchu w piersiach zostawiając za sobą kolejne domy.
Kiedy byłem na miejscu, zwolniłem.
Słyszałem teraz tylko swój szalejący, szybki oddech i odgłos kamieni zgniatanych pod podeszwami.
Podszedłem na tyły starego pustostanu, gdzie zostałem postrzelony. Na samą myśl o przeraźliwym świście kuli przecinającej powietrze złapałem się w miejsce, gdzie zostałem postrzelony. Rozglądałem się uważnie starając się dostrzec cokolwiek we wszechobecnym mroku.
- Nie sądziłem, że jesteś tak wielkim głupcem, żeby przychodzić tutaj bez grupy wsparcia - usłyszałem jego chrapliwy, kpiący głos.
Dopiero po chwili się pokazał, a na jego twarz wtargnął szyderczy uśmiech. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Taka była umowa. Miałem przyjść sam. A ty, dlaczego jesteś taki pewny siebie? W każdej chwili mogę cię zabić. Wiesz dobrze, że jestem uzbrojony - zagroziłem.
- Teraz tego nie zrobisz, a przynajmniej nie będziesz próbował. Wiem, że przyszedłeś, by poznać odpowiedzi.
Moje serce zadrżało płonąc nienawiścią. Czułem, jak każdą komórkę mojego ciała przesyca czysty gniew.
Splunąłem.
- Pytaj, bo się rozmyślę! - wrzasnął.
- Masz ze sobą broń?
- Nie, nie mam. Nie będzie mi potrzebna - odpowiedział uśmiechając się kpiąco. - Teraz moja kolej - odchrząknął. - Czy z Sydney wszystko w porządku?
- Sydney miała się dobrze, dopóki nie wtargnąłeś do naszego życia. Jak się czujesz ze świadomością, że zrujnowałeś jej życie?
- To kolejne pytanie? - uśmiechnął się sarkastycznie.
- Skąd na broni znalazły się odciski palców Sydney?
- Harry mi pomógł. Biedaczek, zupełnie nieświadomie, tak bezczelnie wkopał swoją dziewczynę w morderstwo. Gdzie się podziały zaloty, prawdziwa miłość. Dwudziesty pierwszy wiek, ah... Lata osiemdziesiąte były o niebo lepsze - zadrwił.
- Co Harry dla ciebie zrobił?
- Nie tak szybko, teraz moja kolej - pokiwał palcem wskazującym przed moim nosem. - Jaka ona jest? - dodał poważniejszym tembrem głosu.
- Jest piękna, dobra, sprawiedliwa, współczująca, odważna, kochająca i mądra - wymieniałem powoli. - Jest zupełnym przeciwieństwem ciebie - wysyczałem. - A teraz odpowiedz na moje pytanie. Skąd na broni znalazły się jej odciski palców? - mówiłem wolno akcentując każdy wyraz.
- Sydney nie widziała narzędzia rzekomej zbrodni? Pistolet należał do jej matki. Harry mi go dostarczył, ale nie sądziłem, że ona miała z nim wcześniej jakąkolwiek styczność.
- Rzekomej?
- Nawet gdybym cię zabił... Takie ścierwo jak ty, już dawno nie powinno oddychać.
- Czyli chciałeś wrobić w to wszystko matkę Sydney? - warknąłem.
- Lisa od zawsze lubiła mocne wrażenia. Może dlatego była taka obłędna w łóżku? Wiedziałem, że ma pistolet. Kilkanaście lat temu było z niej niezłe ziółko. Dlaczego posłużyłem się akurat nim? Nie wiem, dla zabawy - mrugnął w moją stroną jednym okiem.
Podszedłem do niego i wymierzyłem solidny cios w szczękę, ale ten w ostatniej chwili złapał mocno mój nadgarstek wyginając go z całej siły.
Upadłem na ziemię.
Jęknąłem z bólu.
Następnie celnie kierował ciosy w brzuch i klatkę piersiową. Szarpał i okaleczał moje ciało. Po chwili nie czułem już nic, oprócz niewyobrażalnego bólu. Z moich ust wypłynął gęsty strumień krwi o metalicznym posmaku.
- Nic się w tobie nie zmieniło. Powinieneś żałować, że cię wtedy nie zabiłem - wypowiedział kopiąc moje ciało. Złapał za większy kamień leżący na ziemi i wymierzył mi nim kilka ciosów.
Ostatnie co usłyszałem, to głuche krzyki policji.
"W samą porę" - pomyślałem, po czym zrobiło się ciemno.

***

Była szósta rano.
Wstałam wcześnie mimo, że nie planowałam pójść do szkoły.
Chodziłam na palcach nie chcąc obudzić Caspra, który powinien jeszcze spać w sypialni mojej mamy. Dziwne uczucie, kiedy ktoś pomiędzy chłopakiem, a przyjacielem śpi w łóżku osoby, która gdyby tutaj wciąż mieszkała, bez wahania by się z nim przespała.
Dlaczego pomiędzy?
Może dlatego, że wciąż nie rozumiałam relacji pomiędzy nami...
Usłyszałam głośne pukanie do drzwi, co wyprowadziło mnie z równowagi. Głośno fuknęłam, po czym przypadkowo strąciłam z blatu niewielką patelnie, na której planowałam usmażyć jajka.
Uchyliłam delikatnie drzwi.
Skrzypienie spowodowało, że chłopak natychmiastowo przeniósł na mnie wzrok.
Wstrzymałam oddech.
- Sydney - zaczął Harry, a w jego głosie nie dało się nie wyczuć napięcia.
Otworzyłam drzwi na oścież.
Przywitałam bruneta siarczystym uderzeniem w policzek.
- Nie powinno cię tutaj być - oświadczyłam bez namysłu.
- Proszę, porozmawiajmy.
- Jak mogłeś?! - wrzasnęłam.
Raptownie złapał moje ramiona okryte cienkim, bawełnianym swetrem w kolorze niebieskim.
Jego oczy zabłysnęły groźnie.
- Daj mi wejść. Musimy porozmawiać - powiedział wyraźnie akcentując ostatnie słowa.
Puściłam klamkę. Weszłam do salonu słysząc, jak podeszwy jego butów śledzą moje kroki stukając o panele.
- A więc, o czym chcesz rozmawiać? - wypowiedziałam z trudem, starając się uwolnić głos tkwiący w krtani.
- Przysięgam, że nie wiedziałem co planuje. Nie chciałem tego. Bałem się, że cię skrzywdzi - mówił spokojnie, rozważnie dobierał słowa.
- Chyba naprawdę zależy ci na tym, żebym cię znienawidziła...
- Musiałem mu pomóc, rozumiesz?! - krzyknął, po czym złapał moje ramiona szarpiąc je.
- Przestań! Harry! To boli! - wyswobodziłam się z jego uścisku.
Chłopak spojrzał na mnie z przerażeniem. Odsunął się. Usiadł na sofę chowając twarz w popękane dłonie. Jego oczy były przygaszone, wzrok nieobecny.
Usiadłam obok niego.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam ostrożnie.
- Obiecał mi, że zlikwiduje Caspra - odpowiedział nie kierując w moją stronę nawet przelotnego spojrzenia. - Nie miał go próbować zabić. Chciałem tylko, żeby nie wchodził nam w drogę. Żebyśmy mogli być razem. Chciałem nam pomóc, Sydney...
- Nam? Jakim nam? Nie ma już nas - powiedziałam dławiąc się goryczą.
- Wiem, co do niego czujesz. Wiem, że nie możesz się mu oprzeć - wyszeptał. - Ale kochasz tylko mnie i nie zrezygnuję z ciebie.
- Skończ już, błagam...
- Nie jestem z tego dumny, Sydney i nigdy nie będę, ale pamiętaj, że wszystko co robiłem, robiłem dla ciebie. Nieważne ile głupot popełniłem, chciałem tylko twojego szczęścia - przesunął palcami po moich kościach policzkowych.
- Nie - uśmiechnęłam się hamując łzy. - To jest w tym wszystkim najzabawniejsze. Byłeś tak samolubny, że mogłeś nawet doprowadzić do śmierci drugiego człowieka. A wszystko po to, żeby zgarnąć mnie dla siebie. Twój egoizm nas zniszczył. Bezpowrotnie. Powinieneś odejść.
Brunet uderzył z całej siły o szafkę stojącą przy kanapie, a na jego twarzy pojawił się wściekły grymas.
- Nie poddam się - wypowiedział przez zaciśnięte gardło, a po jego poliku swobodnie spłynęła krystalicznie czysta łza.
- Już nigdy nie będę potrafiła ci zaufać - wyszeptałam.
Brunet złapał moją dłoń. Splątał nasze palce, jednak wyrwałam się z jego natarczywego uścisku.
- Nigdy nie przestanę walczyć, obiecuję.
Podszedł do mnie. Poczułam jego oddech na skórze szyi. Drażnił moje komórki ciała. Jakby powietrze z jego ust przecinało moje ciało ostrzami.
Odsunęłam się od niego.
Chłopak ostatni raz na mnie spojrzał. Swoimi niegdyś bezgranicznie pięknymi, zielonymi oczami - teraz smutnymi, łaknącymi zemsty.
Wyszedł z mojego domu trzaskając głośno drzwiami.
Odetchnęłam głęboko kładąc dłoń na szalejącej klatce piersiowej. Przycisnęłam palce do kości obojczykowych, po czym bezwładnie opadłam na kanapę.

Było po godzinie dziewiątej.
Weszłam cicho na pierwsze piętro, by obudzić Caspra na śniadanie.
Otworzyłam drzwi pokoju.
Łóżko było idealnie pościelone, ale nie było w nim chłopaka. Rozejrzałam się po domu.
Nie było go.
Złapałam za komórkę i wybrałam jego numer.
- Halo?! Casper, jak dobrze...
- Wybrany abonent jest w tym momencie nieosiągalny...

__________________________________________________________________
20 rozdział :) Ale to szybko minęło...
Sieczka kompletna, wiem.
Ale jestem zajęta nowym opowiadaniem, które ukaże się już wkrótce zaraz po zakończeniu TIABM. Obmyślam jeszcze szczegóły fabuły i kolejne rozdziały.
Przepraszam, że tak długo musiałyście czekać, a ja daję Wam taką kiszkę...
Ale co.
Postaram się bardziej! Wiem, że nic lepszego nie dałabym rady napisać, bo jestem kompletnie wkręcona w nowe opowiadanie.
I tak w ogóle, dziękuję za 60 KOMENTARZY! SZCZYT MARZEŃ, DZIĘKUJĘ <333 Co tam spam! I tak wszystkie komentarze były piękne. Słowa wsparcia, pochwały, motywacja... Wiecie, pisanie ma dzięki temu jeszcze jakiś sens. Po raz kolejny Wam za wszystko dziękuję i powtarzam: KOCHAM WAS!
gg: 33348455
Buuuziaki, Ameliaxoxo

ps. Wszystkie pytania w komentarzach - odpowiem :).

21 komentarzy:

  1. jaka kiszka?! o czym ty w ogóle mówisz?!
    ten rozdział jest boski! kochana, boski! *_*
    wkurzył mnie Harry. nie lubię nachalnych chłopaków.
    gdyby na prawdę kochał Sydney, chciałby jej szczęścia, więc pozwoliłby jej odejść.
    pieprzony egoista!
    mam nadzieję, że z Casoerem wszystko będzie w porządku.
    pisz szybko kolejny, bo nie wyrobię! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O jestem pierwsza :) Super ;d
    To tak: boooooooossssskiiiiii rozdział *.* Naprawdę genialny. Tylko szkoda że... no wiesz :( Ja byłam za Sydney + Harry ale trudno :)
    Dziekuję Ci za komentarz na moim blogu ;* Jeśli ty mówisz że moje rozdziały sa nawet do ścierpienia to ja jestem w siódmym niebie :) Naprawdę, twoje opowiadanie jest... no niesamowite.
    Czekam na następny rozdział, i na następny blog ;D

    + zapraszam do mnie :)
    sadstoryabout1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham cię bardziej i twoje opowiadanie też!!! Jesteś najlepszą autorką jaką kiedykolwiek znalazlam! (odpowiedziałam na twój komentarz na moim blogu, jak coś)
    Jeśli jeszcze nie czytałas to zapraszam na nową część na 52-birthdays-with-lou.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  4. 'Twój egoizm nas zniszczył' kocham ten fragment *__*

    kocham to opowiadanie *__*

    kocham Sydney i Caspra *__*

    i kocham Ciebie :d geniusz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Cię.
    Jak możesz wgl tak pięknie pisać? :DD
    Biednyy Harry...
    Laski przecież on chce JEJ szczęścia.!

    Jakie to romantyyyyyczne ; pp
    LOL.
    Okk zapraszam na mojego bloga, chociaż mój przy Twoim to nic....
    19 rozdział.
    www.zyj-swoim-zyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny, zajebisty... Sorry ale nw co dalej napisać. Tyle czekałam... Nie na marne. I żadna kiszka tylko dzieło sztuki kochana. Czekam na następny i mam nadzieję, że Sydney jednak będzie z Harry'm... Możesz mi doradzić czy zrobić bloga z imagine'ami?? Bo boje się, że się ośmieszę...
    ~Haroldowa;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Blog, koleżanki:
    hope-is-more-than-love.blogsot.com
    Tki bez sensu bo o wszystkim. Nie z opowiadaniami, nie z imagine'ami ale nawet spoko.
    ~Haroldowa;*

    OdpowiedzUsuń
  8. a Ty mi tu chciałaś zakończyć szybko bloga, jak tu tyle sie wydarzyło i wydarzy sie jeszcze xx
    szkoda mi Harrego, ale ja od początku byłam za Caprem ;) (taa wiem już nie wiem który raz z kolei to pisze xD)
    uwielbiam to opowiadanie, z niecierpliwością czekam na następny, i na nowy blog. xxX

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny ;) czekam na następny !

    OdpowiedzUsuń
  10. Błagam pisz szybko następny rozdział , bo nie mogę się doczekać na ta co stało się z Casperem !

    OdpowiedzUsuń
  11. No nie no, znowu coś jest Casprowi! A Harry niech się tak nie burzy, bo to jej decyzja, jakiś się agresywny ostatnio zrobił. Nie lubię strasznie ojca Sydney, jak taka matka i ojciec stworzyli taką cudowną osobę? Może ona jest adoptowana? ;p
    Czekam na kolejny :)
    +Nominował cię do Libster Award. Pytanka na moim blogu: http://letsworkthroughit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam cię serdecznie na drugi rozdział na http://letsworkthroughit.blogspot.com/
    Koni :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O kurcze... ale się porobiło. Piosenka rewelacyjna. Zauważyłam, że masz fajny gust muzyczny ;)) A więc tak: dobrze, że Casper wyszedł ze szpitala i jest z nim wszystko okey, ale tutaj ten skończony drań go pobił, mam nadzieję,że nic więcej mu nie zrobił ;/ Harry stał się zapatrzonym w siebie i swoje potrzeby egoistą, choć tak bardzo go dopingowałam! Wraz z tym rozdziałem zmieniam swoje zdanie na temat jego związku z S. Wybieram C&S. Chyba, że jeszcze coś pokombinujesz i zmienisz tutaj ;) Kiszka, nie kiszka, ale fajnie się czyta. Cieszę się, że zapowiada się nowe opowiadanie.
    Pozdrawiam Adine.

    OdpowiedzUsuń
  14. moj boze nie moge uwierzyc w to co sie dzieje.
    ale sie porobilo, wszystko sie pozmienialo ;o
    piosenka idealna do rozdzialu, strasznie mi sie spodobala i slucham jej w kolko.
    nie lubie Caspra w dalszym ciagu ale stal sie taki kochany, taki poswiecajacy wszystko dla Sydney ze ojejku i chyba zaczne go lubic. chodz i tak chce aby Harrold zmienil sie i wrocil do Shelley. mimo tego co sie dzieje bede do dopingowac dalej bo mamwlasnie nadzieje ze zmieni sie jeszcze na lepsze, gdy z ojcem Sydney wszystko sie wyjasni.
    wszystko jest idealnie i czekam z niecierpliwoscia na rozdzial juz 21 ;o jak szybko polecialo, masz racje.
    mam nadzieje ze wszystko tak czy tak dobrze sie skonczy a Casprowi teraz znow nic sie nie stanie i wyjdzie z tego ;) good luck.

    Czekam az odpiszesz na ten i poprzedni :) kochaam to gdy tak slodko mi odpisujesz.

    Czekam na twoje nowe opowiadanie. Zapowiada sie ciekawie skoro taksie do niego przykladasz

    forever
    @LoveIrishNiallx

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana jak ty piszesz ! serio nigdy nie czytałam tak dobreo bloga.Ciagle trzymasz mnie w napieciu, ciagle cos sie dzieje. Casper czy Harry ciagle nie wiadomo kto. Serio jestes wielka mam nadzieje ze nigdzy nie przestaniesz piasac, bede czytac wszystko co napiszesz do ostatniego słowa !:):***********************************

    OdpowiedzUsuń
  16. Dopiero teraz przeczytałam, bo 2 dni nie było mnie w domu. Rozdział jest świetny.:D Zaczynam się bać. Mam nadzieję, że Casper wróci cały i zdrowy. Nie jestem fanką Sydney i jego, ale oczywiście nie życzę mu źle. Po tym co Harry zrobił, mam mieszane uczucia. Trochę stracił w moich oczach, jednak może się zmieni i między nim i Sydney jeszcze się ułoży. Nie wiem, czy on ją kocha czy nie, czy zrobił to tylko i wyłącznie dlatego, że chce zlikwidować Caspra, a nie szczęścia ze swoją dziewczyną. Czekam na kolejny rozdział :) xx
    Pozdrawiam <3

    Zapraszam do siebie na nowy rozdział lying-naked-on-the-floor.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  17. świetny!♥ czekam na dalej i zapraszam do siebie: http://narry-storan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. już nie wiem co mam pisać. serio. po prostu jak zawsze jest cudnie! nie żadna kiszka :P zastanawiam się jak planujesz to zakończyć, ale z drugiej strony nie chcę końca tej historii :D

    A xx

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieję, że nie długo będzie następny... Serio już nie mogę się doczekać... Ale wiem, że warto być cierpliwym i w końcu doczekam się następnego wspaniałego rozdziału... <3 Kocham Cię...
    ~Haroldowa;*

    OdpowiedzUsuń